Translate

sobota, 27 września 2014

RZEŹ POLAKÓW NA KRESACH – LEKTURY OBOWIĄZKOWE





Nie każdy może porozmawiać z ludźmi, którzy opowiedzą o zbrodniach, jakich dokonali Ukraincy na ludności polskiej na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Jednak każdy może sięgnąć do źródeł książkowych, które z niezwykłą dokładnością opisują banderowskie ludobójstwo popełnione na Polakach.  


TOP 10


Co każdy ruski agent przeczytać powinien, by poznać historię ukraińskich mordów?

1.      Henryk Cybulski, „Czerwone noce” (pod takim tytułem wydano to w PRLu), potem wydane jako „Krwawy Wołyń'43”, wyd. Bellona, Warszawa 2014 (wspomnienia komendanta obrony wsi Przebraże na Wołyniu, gdzie przed bandami UPA ukrywali się Polacy z okolicznych wiosek, miejscowi Żydzi oraz grupa radzieckich jeńców wojennych)

2.      Leon Popek, „Ostrówki Wołyńskie. Ludobójstwo”, wyd. Rytm, Warszawa 2011 (opis zagłady polskiej wsi Ostrówki i Wola Ostrowicka na Wołyniu, w których w ciągu kilku godzin Ukraincy wymordowali ponad 1000 osób, praca ta zdobyła tytuł „Książka historyczna roku 2011” w konkursie organizowanym przez Telewizję Polską)

3.      Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia”, wyd. von Borowiecky, Radzymin 2008 (niezwykła praca historyków-amatorów, kopalnia wiedzy o zbrodniach ukrainskich)

4.      Władysława Podskarbi-Łojas, „Wołyńskie lata, które pamiętam”, Oficyna Wydawnicza Tutor, Toruń 2011 (wspomnienia z Wołynia, opis mordów ukraińskich w czasie II wojny światowej)

5.      Zimirska Janina, „W drodze do domu”, Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2012 (beletryzowane wspomnienia z Wołynia o ludziach, którzy uciekli z Kresów Wschodnich przed Ukraincami na roboty przymusowe do Niemiec)

6.      Tadeusz Isakowicz-Zaleski, „Przemilczane ludobójstwo na Kresach”, Małe Wydawnictwo, Kraków 2008 (dokument na temat zamordowania przez Ukrainców mieszkańców wsi Korościatyn na Wołyniu i wymordowania polskich Ormian w mieście Kuty na Pokuciu)

7.      Joanna Wieliczka-Szarkowa, „Wołyń we krwi”, wyd. AA, Kraków 2013 (dokument o rzezi wołyńskiej)

8.      Stanisław Srokowski, „Ukrainski kochanek”, wyd. Arcana, Kraków 2009 (powieść o wymordowaniu Polaków przez Ukrainców na Podolu w czasie II wojny światowej, świetny tekst nawiązujący do najlepszych tradycji polskiej literatury)

9.      Stanisław Srokowski, „Strach. Opowiadania kresowe”, wyd. Fronda, Warszawa 2014 (tytuł mówi sam za siebie!)

10.  Jan Gerhard, „Łuny w Bieszczadach”, Wyd. Lubelskie, Lublin 1972 (LEKTURA SZKOLNA W PRL-u, powieść o walkach żołnierzy polskich z bandami UPA w Bieszczadach już po zakończeniu II wojny światowej, wg tej książki powstał świetny film „Ogniomistrz Kaleń” w reżyserii Ewy i Czesława Petelskich)

Z powyższej listy wynika, że w PRL-u sprawa band UPA i popełnianych przez nie mordów na Polakach była szeroko nagłośniona dzięki wielokrotnym wydaniom książki Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach”. Ta oparta na prawdziwych wydarzeniach powieść miała kilkanaście wydań i za komuny została wpisana na listę lektur w szkołach średnich. Ale…

Są podejrzenia, że Jan Gerhard zapłacił życiem za napisanie tej książki!  

Jan Gerhard (prawdziwe nazwisko: Wiktor Lew Bardach), dziennikarz i publicysta, uczestnik walk z Ukraincami w czasie Akcji Wisła, w sierpniu 1971 r. został bowiem  zabity ostrym narzędziem w swoim mieszkaniu w Warszawie. A może został „zarezany”? Tak zwyczajnie, po ukraińsku, „zarezany”?

O mord Gerharda oskarżono początkowo jego niedoszłego zięcia, czyli narzeczonego córki. Potem śledztwo poszło w kierunku ukraińskim. Badano wersję, że Gerharda zabili Ukraincy w zemście za napisanie „Łun w Bieszczadach”. Dzisiaj nikt nie wie, jak było naprawdę, aczkolwiek hipoteza, że jest to dziełem banderowców, brzmi całkiem prawdopodobnie. Sprawcy tego mordu nie zostali wykryci do chwili obecnej.



Na YT można obejrzeć nakręcony według „Łun w Bieszczadach” film pt. „Ogniomistrz Kaleń”:


Ogniomistrz Kaleń - YouTube





czwartek, 18 września 2014

NIEŚWICZ NA WOŁYNIU – LUDOBÓJSTWO POLAKÓW



Jak każdy porządny ruski agent, muszę koniecznie napisać o ludobójstwie Polaków na Wołyniu, czyli o wymordowaniu przez Ukrainców ponad 100 tysięcy Polaków w latach 1943-1945.

Świadomie używam słowa „ludobójstwo”, a nie „zbrodnia wołyńska” lub „czystka etniczna o cechach ludobójstwa”, jak to sformułował polski Sejm w uchwale z lipca 2013 r., bo nie zgadzam się z tymi sformułowaniami! Są za delikatne. Zbrodnia to może być jak mąż w afekcie zabije żonę z zazdrości. Ale jak ginie w krótkim czasie ponad 100 tysięcy ludzi to już jest LUDOBÓJSTWO!



Niedawno los podarował mi opowieść  o tych wypadkach. Przypadkiem spotkałam kobietę, która opowiedziała mi następującą historię:

„Nasza rodzina mieszkała na Wołyniu, pomiędzy miastami Łuck i Równe. Przed wojną dziadek był zarządcą w dużym majątku ziemskim. W czasie wojny Ukraincy zabili dziadka, a potem babcię, to jest matkę mojej matki. Zabili, a później wrzucili ją do studni. A moją mamusię uratowała Ukrainka Wierka.  

To było tak…

Pod koniec wojny większość Polaków uciekała z wiosek do Łucka przed banderowcami. Babcia z dziećmi też miała uciekać. Póki co, chowali się po domach przed banderowcami, nie rozpalali ognia, by dym z komina nie zdradził, że ktoś tam jest w środku żywy.

Pewnego razu babcia z inną kobietą zostawiły dzieci i poszły do takiego domu na skraju wsi, by tam ukradkiem zrobić pranie, bo już nie miały żadnych czystych rzeczy. Rozpaliły w piecu, banderowcy dostrzegli dym, wpadli tam, zarezali obie kobiety, a trupy wrzucili do studni. Dzieci siedziały same, bały się okropnie i były głodne. Uratowała je znajoma matki, Ukrainka Wierka. Jej mąż też poszedł do banderowców, bo inaczej całą ich rodzinę by zabili. Ale jej się zrobiło żal tych głodnych dzieci, co tam były schowane. Poszła tam i dała im jeść. W nocy przyśniła się jej Matka Boska, która kazała się jej nimi zaopiekować. No to następnego dnia też poszła dać im jeść. Kolejnej nocy znowu ukazała się Wierce Matka Boska i mówiła, by zabrała dzieci z tamtego pustego domu. No to Wierka wzięła je do siebie, w tajemnicy przed swoimi. Jakby się Ukraincy dowiedzieli, że ona chowa polskie dzieci, to by ją na pewno zabili. I dobrze, że je zabrała, bo następnego dnia w ten dom uderzyła bomba i tam tylko wielka dziura w ziemi została. Jakby tam ktoś był, to by nie przeżył.

I tak moja mamusia cudem uratowała się od śmierci. Do końca życia modliła się do Matki Boskiej, dziękowała jej za ocalenie. Wierka z Ukrainy dwa razy przyjeżdżała do nas, do Polski.  Mamusia była jej bardzo wdzięczna. A my nigdy tam nie byliśmy, na tym Wołyniu.”



Dowiedziałam się, że dziadek mojej rozmówczyni nazywał się Paszkowski, przed wojną skończył studia rolnicze, pracował jako zarządca majątku (folwarku?), że jak przyszli Niemcy to nie opuścił swojej wsi. Kiedy Ukraincy zaczęli zabijać Polaków, to nie chciał uciekać, bo sądził, że jemu nic nie zrobią, bo to przecież znani od lat sąsiedzi. Ale mimo to, Ukraincy przyszli, wyprowadzili jego i jeszcze paru innych mężczyzn niby to do urzędu gminy i po drodze zabili (zarezali?, zastrzelili?). Dzisiaj w tej wsi jest pamiątkowy obelisk z nazwiskami tych zabitych, ufundowany przez potomków Polaków.

A wieś, w której rozegrała się ta tragedia to NIEŚWICZ na Wołyniu.



Poruszona tą opowieścią wracam  do domu, zaglądam do Internetów, wpisuję do wyszukiwarki NIEŚWICZ, a tu ciągle wyskakuje mi NIEŚWIEŻ na Białorusi. Nie chcę Nieświeża! Szukam Nieświcza na Wołyniu, pomiędzy Równem a Łuckiem. No i w końcu jest! Voila!



Okazuje się, że Nieświcz to nie byle jaka wieś, ale gniazdo rodzinne książąt Nieświckich.  Do dzisiaj nie ustalono pochodzenia tego rodu. Jedni historycy twierdzą, że kniaziowie Nieświccy byli potomkami ruskiej dynastii Rurykowiczów, inni – że pochodzili od litewskiej dynastii Giedyminów. W każdym razie – sroce spod ogona nie wypadli! Jest to jeden z najstarszych rodów wołyńskich. Od kniaziów Nieświckich wywodzą się takie rody książęce jak Wiśniowieccy, Zbarascy, Woronieccy i Poryccy. A to herb Korybut, którym posługiwali się kniaziowie Nieświccy: 


W latach 1612-1618 z inicjatywy cześnika wołyńskiego Macieja Stępkowskiego postawiono w Nieświczu drewniany kościół pod wezwaniem świętego Macieja Apostoła. W 1802 r., dzięki Antoniemu Sobolewskiemu i Janowi Majewskiemu rozpoczęto budowę nowego, murowanego kościoła, który został konsekrowany w 1808 r. Parafii w Nieświczu podlegała kaplica w pobliskim Ławrowie.  

Tuż przed II wojną światową, w 1938 r., do parafii w Nieświczu należało 3033 wiernych. Mieszkali oni w takich miejscowościach jak: Nieświcz, Anatolia, Ceperów, Czarnków, Dziadowiec, Gródek, Horodyszcze, Hryhorowicz, Jeziorany Szlacheckie, Koruszów, Marianówka, Podberezie, Ratnów, Rudka,  Szprachy, Ternki, Uhrynów, Wigurzyce, Wiktorzany, Wydumka i Zagaje. W 1943 r. Ukraincy zabili księdza Piotra Walczaka, ktory mieszkał jako emeryt w parafii Nieświcz. Został on zamordowany na drodze we wsi Połonka (pomiędzy Łuckiem a Ławrowem). Ksiądz Walczak w czasie rzezi wołyńskich przeniósł się do Łucka, bo tam w mieście było bezpieczniej i sądził, że ukryje się tam przed Ukraincami. Jednak - jak widać - mimo to, spotkała go straszliwa śmierć z rąk banderowców.

O NIEŚWICZU...

Jak czytamy na stronie rodziewicz.waw.pl/stara-glt/6tekst.htm, Nieświcz był dużą wsią leżącą nad rzeczką Czarnohuzka, dopływem Styru. Ziemia w tej okolicy była bardzo żyzna. Wieś była piękna i bogata. Należało do niej kilka kolonii i futorów. Był tam kościół katolicki, cerkiew prawosławna, szkoła powszechna, restauracja Maksymowiczów i sklepy spożywcze prowadzone przez rodziny Lipińskich, Dondalskich i Gołąbków. Po większe zakupy jeżdżono do Łucka. 
W Nieświczu były 204 zagrody. We wsi mieszkała ludność mieszana, polsko-ukrainska. Według spisu powszechnego sprzed II wojny światowej, było tam 31 polskich rodzin. Polacy mieszkali też w koloniach i przy stacji kolejowej Nieświcz. Wyłącznie Polacy, potomkowie szlachty zagrodowej, mieszkali w pobliskiej wsi Jeziorany Szlacheckie.


Na wzgórzu w Nieśwczu stał dwór szlachecki, a właściwie pałac należący do rodziny Omiecińskich. Piękny budynek został spalony przez bolszewików w 1920 r. Ostatni właściciel, Wincenty Omieciński (1887-1964) w okresie międzywojennym mieszkał w służbówce, a po II wojnie światowej wyjechał do Krakowa, gdzie też zmarł.

W czasie II wojny światowej i ludobójstwa na Wołyniu, Polacy z Nieświcza chronili się przed bandami UPA w murowanym kościele św. Macieja Apostoła. Lokalną samoobroną kierował Polak o niemieckim nazwisku, Anatol Ruenbauer. W czasie jednego z ukraińskich ataków w świątyni schroniło się ponad 30 osób. W 1944 r. Ukraincy sprofanowali i spalili kościół. Zostały z niego tylko fundamenty. W tym miejscu stoi obecnie krzyż, który upamiętnia zbrodnie banderowców dokonane na Polakach. Ostatnim proboszczem w Nieświczu był ksiądz Witold Kurowski.
A teraz wracamy do mojej rozmówczyni i jej dziadka Paszkowskiego. Według tego co podają Władysław Siemaszko i Ewa Siemaszko w swej książce o ludobójstwie na Wołyniu, w  czasie II wojny światowej w Nieświczu „w styczniu 1944 r., tuż przed wkroczeniem wojsk sowieckich, upowcy zabili 5 Polakow, w tym wdowę po Marianie Paszkowskim (Paczkowskim?), zamordowanym przez Ukraińcow w 1940 r. Jej trojką dzieci zaopiekowała się do czasu ekspatriacji w 1945 r. ukraińska rodzina Wilkowskich.” (W. Siemaszko, E. Siemaszko, „Ludobójstwo…, t. 1, s 545-545).


Wzmiankę o tej tragedii znalazłam także na stronie: www.wolyn.ovh.org/opisy/nieswicz-07.html, gdzie jest napisane: PASZKOWSKI, Marian 1905(7?)-1943, miał brata Józefa, żona IN +1943, dzieci: Janina, Stanisława, Kazimierz 4.03.1942. Rodzice zostali zamordowani, dzieci ...”

Powyższe źródła podają różne daty śmieci Mariana Paszkowskiego. Mógł to być rok 1940 (wersja podana przez Siemaszków) lub 1943. Wydaje mi się, że z opowieści mojej rozmówczyni wynikało, iż był to raczej 1943 rok.



Co było dalej z dziewczynką z Nieświcza uratowaną przez Ukrainkę?



Przyjechała do Polski, na Żuławy, razem z innymi Polakami repatriowanymi z Wołynia. Całe życie mieszkała na Ziemiach Odzyskanych. Wyszła za mąż, urodziła dzieci i niedawno zmarła. Jej potomstwo pamięta jeszcze o Wołyniu, ma świadomość, skąd pochodzi. Ale co będzie dalej? Czy następne pokolenia będą wiedziały, że ich ojczyzna to książęca wieś Nieświcz, której założyciele pieczętowali się herbem Korybut?



Jak wyglądał dwór w Nieświczu? W słynnej książce Romana Anaftazego „Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Wschodnich” znajduje się pochodząca sprzed 1920 roku fotografia dworu w Nieświczu, tego spalonego później przez bolszewików. Nie mogę go tu pokazać, ale możecie go zobaczyć, jak wpiszecie w Google nazwę wioski po ukraińsku (Несвіч). Zdjęcie pokazuje właściwie pałac, a nie zwykły dwór szlachecki… Widać, rodzina Omiecińskich to byli zamożni ludzie. A wieś, jak napisałam powyżej, też nie byle jaka…

To dlaczego właściwie nie dowiedziałam się tego w szkole ani na studiach? Chociaż zdawałam jakieś tam egzaminy z historii? Dlaczego wiedza na temat Wołynia była przed nami ukrywana w PRL-u i dalej jest ukrywana? Dlaczego takie wiadomości przekazywane są tylko w tradycji rodzinnej? Zapamiętajcie, Nieświcz, to książęca wieś na Wołyniu! Wieś, z której możemy być dumni!



To JA- RUSKI AGENT, do tej wiedzy w Internecie się dokopałam!



Wiadomości na temat Nieświcza znalazłam tutaj:

1.      W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, wyd. Von Borowiecky, 2008

2.      www.wolhynia.pl/index.php?option=com_content&view... (dostęp 18.09.2014)

3.      „Zginęli za wiarę i polskość”, „Gazeta Polska Codziennie”, nr 291, 23.08.2012 (dostęp 18.09.2014)

4.      ZAGAJE I NIEŚWICZ rodziewicz.waw.pl/stara-glt/6tekst.html (dostęp 18.09.2014)

5.      Wołyń - Nieświcz wolyn.ovh.org/opisy/nieswicz-07.html (dostęp 18.09.2014)



Wykorzystałam ilustrację pochodzącą z Wikipedii (hasło: „rzeź wołyńska”, zdjęcie Polaków pomordowanych przez Ukrainców w Lipnikach w marcu 1943 r.)

wtorek, 16 września 2014

WSTĘPNIAK



Jak się zostaje ruskim agentem?

Bardzo prosto!
1.      Wystarczy przypominać zbrodnie Ukrainców na Wołyniu! Mówić o tym, że Ukraincy to nie są nasi przyjaciele, lecz wrogowie, bo od wieków przelewają polską krew. Mówić o wojnach z Kozakami w XVII wieku, o rzezi humańskiej w wieku XVIII i o tym, że w czasie II wojny światowej inspirowani przez Niemców Ukraincy zabili ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu. Zabili ich za pomocą różnych narzędzi gospodarczych: widłami, siekierami, kosami, piłami i grabiami. Przypominać, że Ukraincy gwałcili, mordowali i palili ludzi żywcem. Że w polskich Bieszczadach wojna polsko-ukrainska trwała do 1947 r. i nigdy by się nie skończyła, gdyby nie Akcja Wisła, rozparcelowanie tamtejszej ludności i wywiezienie ukrów na inne tereny.
2.      Wystarczy mówić o tym, że ukry w maju tego roku spalili żywcem pół setki ludzi w Odessie i że od początku wojny na Ukrainie wojsko z Kijowa bombarduje i zabija ludzi na wschodzie Ukrainy.
3.      Wystarczy nie nazywać żołnierzy walczących na wschodzie Ukrainy o wolność Donbasu separatystami i terrorystami, tylko powstańcami. Albo porównywać ich do żołnierzy polskiego podziemia patriotycznego.
4.      Wystarczy z sympatią wyrażać się o Rosji, rosyjskiej kulturze, historii, języku i prezydencie Putinie.
5.      Wystarczy z sympatią wyrażać się o Słowianach i o jednoczeniu się narodów słowiańskich pod egidą Rosji, która jest – czy ktoś tego chce, czy też nie – najsilniejszym państwem słowiańskim. Albo, nie daj Bóg, mówić o tym, że Unia Słowiańska byłaby dla Polski korzystniejsza niż prozachodnia Unia Europejska.  
6.      Wystarczy  nie popierać nagonki na Rosję i nie chcieć jeść jabłek na złość Putinowi.
7.      Wystarczy napisać na Fejsbuku następujące zdania:
A/ „Jarosław Kaczyński podaje rękę banderowcom.”
B/ „Jarosław Kaczyński stał na Majdanie w Kijowie u boku Tiahnyboka.”
C/ „Rewolucja na Ukrainie to dzieło masonerii i światowego żydostwa.”
D/”Ameryka dąży do zagarnięcia złóż gazu łupkowego na Ukrainie.”
E/ "Arsenij Jaceniuk i Petro Poroszenko są pochodzenia żydowskiego. A ten pierwszy to na dodatek członek sekty scjentologów."

Przyznam szczerze, że mam to wszystko na sumieniu.
Jestem ruskim agentem, bo pamiętam o zbrodniach Ukrainców na Wołyniu, w Odessie i Donbasie.
Jestem ruskim agentem, gdyż porównuję powstańców z Donbasu do polskich żołnierzy wyklętych.
Jestem ruskim agentem, bo lubię język rosyjski i rosyjską kulturę, a do tego zazdroszczę Rosji prezydenta Putina i uważam, że Polsce przydałby się przywódca z taką charyzmą.

Miło mi, że znajduję się w doborowym towarzystwie, gdyż ruskimi agentami zostali nazwani tacy ludzie jak ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski (za pamięć o pomordowanych na Wołyniu), Janusz Korwin-Mikke (za nazwanie partyzantów z Donbasu partyzantami, a nie terrorystami),  piosenkarz Donatan (za śpiewanie o Słowianach) i Waldemar Łysiak (za pokazanie się na okładce ostatniego numeru pisma „Do Rzeczy” jak rozdziera zszyte ze sobą flagi: polską i ukraińską i za opublikowany w tymże numerze artykuł pt. „Przestańcie popierać Ukrainę”).


Od dawna nie czytałam pisma „Do Rzeczy”, ale TA właśnie okładka z Łysiakiem sprawiła, że kupiłam ostatni numer tego tygodnika.

Podejrzewam, że jest z pewnością jeszcze wielu porządnych Polaków, którzy także są nazywani ruskimi agentami. Są to ludzie, którzy bardziej myślą o polskim interesie narodowym niż o Ukrainie i którzy nie chcą lizać tyłka Zachodowi. Jest wielu porządnych Polaków, którzy patrzą realistycznie i wiedzą, że z silnym sąsiadem żyje się w zgodzie i robi się wspólne interesy, a nie wygraża mu szabelką, siedząc na kocie. Jest wielu porządnych Polaków, którzy wiedzą, że dosłownie w tej chwili toczy się wojna światopoglądowa pomiędzy Wschodem i Zachodem, i że Wschód reprezentuje w tej wojnie wartości tradycyjne, a Zachód – opacznie pojętą „nowoczesność”.

Teraz jeszcze trochę o Rosji…
Chociaż jestem ruskim agentem, nigdy nie byłam w Rosji, ani nawet w Związku Radzieckim.  Rosjan też nie znam zbyt wielu. Jeśli znam, to raczej wirtualnie niż w realu. Ale interesuje mnie to, co się dzieje na Wschodzie. Jakiś czas temu prowadziłam bloga pt. ROSYJSKIE FASCYNACJE, gdzie pisałam o ciekawych książkach, filmach i piosenkach z Rosji rodem.
Teraz też bym chciała o tym pisać. Ale ciężko dzisiaj mówić o kulturze, kiedy dzieją się tak ważne sprawy polityczne i kiedy kultura została totalnie upolityczniona.
W obecnej sytuacji powrót do nazwy ROSYJSKIE FASCYNACJE stał się niemożliwy.
A chciałam przecież dojść do głosu w sieci, jak to ruski agent (w końcu – za coś ten Putin mi płaci, nie? :)
 Zastanawiałam się od pewnego czasu nad tytułem tego bloga i przeglądałam pod tym kątem Internet. Okazało się, że nazwa ruskiagent.blogspot była już zajęta, więc poszukałam jej wariacji. I tak, drogą błędów i wypaczeń, wyszła mi nazwa ja-ruskiagent.blogspot, którą sobie szybciutko zaklepałam w Bloggerze.
Wystrój bloga jest czerwony, chociaż nie lubię „czerwonych”, ani tego koloru. Ale cóż, ruski agent i tak będzie kojarzyć się z czerwonym. Niechaj więc będzie czerwono!

No, to tyle na dzisiaj…
Może następnym razem napiszę o kulturze?