Translate

sobota, 31 stycznia 2015

Swietłana Aleksijewicz, „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”



Pamiętacie Rosjan z wypchanymi kraciastymi torbami sprzedających na polskich targowiskach WSZYSTKO? To o nich jest ta książka! 

„Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłany Aleksijewicz to reportaż, a zarazem rozpisany na głosy tren żałobny ku czci mieszkańców Związku Radzieckiego, państwa, którego już nie ma i którego upadek stał się przyczyną wielu osobistych tragedii. Są to spisane przez autorkę długie i skomplikowane monologi „skrzywdzonych i poniżonych” ludzi, którzy czują się oszukani zarówno przez socjalizm, jak i przez kapitalizm. 

Kiedyś było wszystko wiadomo, a teraz na jednym kanale w telewizji leci film, w którym czerwoni biją białych, a na drugim film, w którym biali biją czerwonych – twierdzą skołowani bohaterowie Swietłany Aleksijewicz. Upadek Związku Radzieckiego był powodem radości dla świata zachodniego. Ale mieszkańcy ZSRR zapłacili za to wydarzenie wysoką, czasem najwyższą cenę.  I właśnie o tym jest ta książka. 

Skończył się jeden świat, zaczął się drugi, a przy tym… Zmiany mentalności, zmiany filozofii, całkowite odwrócenie biegunów dobra i zła, a w efekcie - zamiast obiecanej wolności - ludzie otrzymali tylko pizzę, dżinsy i 100 gatunków kiełbasy. Koniec imperium radzieckiego był niebezpieczny dla ludzi. Zaczęły się rozruchy w republikach azjatyckich i europejskich, Azerowie zabijali Ormian, Ormianie Azerów. W Pribałtyce krzywo patrzano na Rosjan, w Azji zabijano ich, a Rosjanki gwałcono. Do głosu doszły tłumione wiele lat emocje, wszyscy mieli poczucie krzywdy. Przy tym, walił się przemysł, nie było pieniędzy na wypłaty, jedni biednieli, a drudzy bogacili się ponad miarę kosztem innych.  

Zbiorowym bohaterem tej książki jest „sowek”, człowiek radziecki, który był przystosowany do życia w Związku Radzkieckim, a nie zdążył się jeszcze przystosować do życia w nowych warunkach. I prawdopodobnie nie przystosuje się do końca życia. Autorka daje mu mówić, właściwie cały tom to nagrane przez nią długie i emocjonalne wypowiedzi. Są to bardzo gorzkie i dramatyczne opowieści, historie życia „sowków” są niczym z Dostojewskiego. Ich lektura powoduje ucisk w gardle i łzy w oczach. 

Czytanie tej książki przypominało mi znane z dzieciństwa uczucie zrywania starego strupa z kolana: boli, pojawia się krew, a nie możesz przestać. Sama żyłam w jednej i w drugiej epoce, mam więc porównanie, kiedy było lepiej, a kiedy gorzej. To była też częściowo narracja o przemianach, jakie zaszły we wszystkich demoludach, także więc u nas. Człowiek, który żył w tamtej epoce, inaczej zrozumie tę książkę niż młoda osoba, która zna socjalizm tylko z drugiej ręki. 

Autorka nie ocenia swoich bohaterów i rzadko tylko wchodzi z nimi w dialog. I tu pojawiają się zgrzyty, bo w tych nielicznych momentach okazuje się, że patrzy z góry na przeżywającego swoje dramaty „sowka”. Mam wrażenie, że Aleksijewicz sytuuje siebie powyżej niego, a jej olbrzymia empatia jest tylko zabiegiem stylistycznym, mającym na celu nakłonienie ludzi do zwierzeń. Ostatecznie, oszukany i przegrany „sowek” zostaje na lodzie ze swoim bólem i zmarnowanym życiem. 


Aleksijewicz Swietłana, „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”, tłum. Jerzy Czech, wyd. Czarne, Wołowiec 2014

wtorek, 20 stycznia 2015

Aleksander Puszkin, „Córka kapitana. Dama pikowa”



„Córkę kapitana” i „Damę pikową” Aleksandra Puszkina czytałam za młodu. Nawet w oryginale, bo pani od rosyjskiego kazała w trzeciej lub w czwartej klasie liceum. Czytałam wtedy i klęłam, bo ledwo wówczas „bukwy” rozpoznawałam, więc naprawdę niewiele rozumiałam z treści. A zaliczyć lekturę trzeba było. No, ale cóż.  Było, przeszło, minęło… Ale jakoś tak od tamtej pory od Puszkina trzymałam się z daleka. Teraz jednak wpadła mi w ręce ta mała książeczka z kultowej serii z Kolibrem, zajrzałam i utonęłam. Jakie to piękne!

Najpierw „Kapitansakaja doczka”, to jest, pardon, „Córka kapitana”.

Słuchajcie, cóż to jest za opowieść! Cóż za konstrukcja! Cóż za bohaterowie! Co za styl! Naprawdę szkoda, że Aleksander Siergiejewicz zginął w pojedynku w tak młodym wieku, bo – pomyślcie tylko – skoro on w wieku trzydziestu paru lat TAK pisał, to co stworzyłby później? Ach, żal… - że powtórzę za Bułatem Okudżawą. Puszkin napisał „Córkę kapitana” rok przed śmiercią, kiedy miał zaledwie 37 lat. Jakby tak dalej poszedł  w stronę prozy, to kto wie, może zostałby jednym z najwybitniejszych prozaików XIX wieku?

Dobrze jest sobie pogdybać, ale do rzeczy, do rzeczy. Treści dokładnie opowiadać nie będę, jest w Wikipedii. W każdym razie, rzecz dzieje się w czasie panowania Katarzyny II i buntu Jemieliana Pugaczowa, Kozaka, który podał się za cudownie ocalałego cara Pawła II zamordowanego przez carycę i jej przydupasów. Tradycja samozwańców w Rosji była wciąż żywa, lud uwierzył Pugaczowowi i poszedł za nim. Powstańcy utopili we krwi pół kraju. Na tle tego buntu kozackiego snuje się opowieść o romansie młodziutkiego oficera zakochanego w córce kapitana kresowej rosyjskiej twierdzy.

„Córka kapitana” była wielokrotnie filmowana. Rzuciłam okiem na obecne na YT ekranizacje. Jest tam jedna z 1958 r., czarno-biała. Jest też wersja z 2000 r. (tytuł „Russkij bunt”)  w której rolę młodego bohatera i jego ukochanej Maszy zagrali polscy aktorzy: Mateusz Damięcki i Karolina Gruszka. Oba filmy całkiem niezłe.

A teraz „Dama pikowa”. Arcydzieło formy i treści. Opowieść o losie i przeznaczeniu, dająca mocno do myślenia. Rosyjska odpowiedź na „Jaszczura” Balzaka. I – w pewnym sensie – zapowiedź „Zbrodni i kary” Dostojewskiego…  Zawiązanie akcji jest takie, że pewna stara rosyjska arystokratka otrzymała kiedyś w Paryżu od samego hrabiego Saint-Germain tajemnicę, na jakie trzy karty postawić pieniądze, by wygrać wielką fortunę. Warunek był jeden: później już nigdy, ale to nigdy, nie wolno było zasiąść do gry. A potem są naprawdę niezwykłe perypetie pewnego gracza, który jak o tym usłyszał, to już nie mógł znaleźć spokoju, aż dopiął swego…

Z ciekawostek: pierwowzorem owej arystokratki z „Pikowej dama” była wiekowa księżna Natalia Golicyn (widać ją powyżej, portret z Wikipedii), która w młodości brylowała na paryskich salonach. Podobno we Francji naprawdę spotkała tajemniczego hrabiego Saint Germain i podobno on naprawdę zdradził jej sekret trzech kart.

Potem mieszkała w Petesburgu w pałacu przy ulicy Małej Morskiej, a jej duch jakoby straszy tam do dzisiaj. W czasach Puszkina była już w bardzo podeszłym wieku. Musiała chyba cierpieć na jakieś schorzenia endokrynologiczne, bo na starość urosła jej broda i wąsy (niestety, nie uwidoczniono tego na żadnym portrecie). Nazywano ją więc „damą z wąsami” lub bardziej elegancko, po francusku: Princesse Moustache. 

Treść „Pikowej damy” prowokowała później wielu twórców. Zrobiono według niej dwie opery, jedną operetkę i kilka filmów. Obejrzałam  na YT naprawdę piękną ekranizację Igora Maslennikowa z 1982 r. kręconą w zimowym Petersburgu (wtedy chyba Leningradzie;). Jest to dość ciekawe ujęcie tematu, gdyż w filmie jest narrator  (w tej roli Ałła Demidowa, która przechadza się po Petersburgu i jego pałacach, recytując dokładnie całą treść noweli), a prócz niej pojawiają się inni aktorzy rozgrywający najważniejsze sceny. Wspaniały, klimatyczny, skłaniający do refleksji film.

Puszkin Aleksander, „Córka kapitana. Dama pikowa”, tłum. Tadeusz Stępniewski, Seweryn Pollak, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1989

Filmy:
Капитанская дочка”, reż. Władymir Kapłunowskij, ZSRR 1958

Пиковая дама”, reż. Igor Maslennikow, ZSRR 1982

„Русский бунт”, reż. Aleksander Proszkin, Rosja 2000