Translate

piątek, 3 kwietnia 2015

POLSKO-ROSYJSKA WOJNA POMNIKOWA. Czy Rosjan pogięło?



Polacy chcą postawić pomnik w Smoleńsku na cześć ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Rosjanie się na to zgadzają, ale pod warunkiem, że w zamian w Polsce, dokładnie w Krakowie, stanie pomnik ku czci żołnierzy radzieckich poległych w Polsce w czasie wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. 

I w tym miejscu ja się pytam: bracia Rosjanie, czy was zupełnie pogięło? 

Mam wrażenie, że problem współczesnej Rosji polega na tym, że po upadku Związku Radzieckiego nie odcięła się od morderczej sowieckiej przeszłości i że nie rozliczyła się z komunizmem tak, jak powojenne Niemcy musiały rozliczyć się z nazizmem. Współczesna Rosja nie nawiązuje, niestety, do swojej przedrewolucyjnej, carskiej przeszłości, ale jest nieszczęśliwą sierotą po komunizmie. To tak samo jakby obecne Niemcy uważały się za spadkobiercę III Rzeszy. 

Przez to, że na początku lat 1990. w Rosji nie nastąpiło oczyszczenie i rozliczenie z bolszewizmem i nie usunięto materialnych śladów bolszewickiej przeszłości, dzisiaj stoją w tym kraju haniebne pomniki Lenina i Dzierżyńskiego. 

Niepojęte dla mnie jest to, że współcześni Rosjanie mogą chcieć upamiętnienia bolszewickiej Armii Czerwonej w swej najgorszej odsłonie, czyli z roku 1920. Pytam się, czy Rosja jest dzisiaj Rosją, czy to jest wciąż Związek Radziecki? 

Pragnę przypomnieć Rosjanom, że w 1920 r. nikt tutaj Armii Czerwonej nie zapraszał. Najechała ona nasz kraj, po to, by „po trupie pańskiej Polski” rozszerzyć bolszewicką rewolucję na całą zachodnią Europę. Trudno wymagać od przedstawicieli zaatakowanego wówczas narodu, by dzisiaj stawiał pomniki swoim najeźdźcom. Jest to po prostu bezczelność! 

Nieco inna jest sytuacja, jeśli chodzi o pomniki Armii Czerwonej związane z II wojną światową. Wtedy, faktycznie, Armia Czerwona wyzwoliła sporą liczbę Polaków spod niemieckiej okupacji. Moja własna matka została wyzwolona z niemieckiej niewoli w Prusach Wschodnich (gdzie przebywała na robotach przymusowych u bauera) przez żołnierzy II Frontu Białoruskiego. I u nas w rodzinie się o tym pamięta. 

Pomników upamiętniających wyzwolenie Polski od Niemców jest u nas ogromna ilość, kiedyś stawiano je w prawie każdym mieście i miasteczku. Jest także ogromna liczba cmentarzy radzieckich żołnierzy poległych na terenie Polski w czasie II wojny światowej. Są one przeważnie zadbane i pielęgnowane. 

Tak więc - nie mam nic przeciwko pomnikom upamiętniającym wyzwolenie Polski od Niemców w 1945 roku.

Jednak pomnikowi Armii Czerwonej, która najechała nasz kraj w roku 1920 roku mówię stanowcze NIE!

A tu jest lista pomników Armii Czerwonej w Polsce:



środa, 1 kwietnia 2015

Violetta Wiernicka, „Rosjanie w Polsce”



Z założenia miała to być historia Rosjan na terenie Polski w okresie zaborów. Niestety, książka ta ma ogromne luki tematyczne. Problematyka historii polsko-rosyjskiej została w niej potraktowana bardzo wybiórczo. 

Jest to praca niepełna, gdyż autorka zwyczajnie pominęła powszechnie znane postaci i wątki historii polsko-rosyjskiej. Plusy są takie, że – choć jest to książka naukowa, z przypisami i bibliografią, to nadaje się po prostu DO CZYTANIA!  

Historia pobytu Rosjan w Polsce zaczyna się właściwie jeszcze przed zaborami (Nikołaj Repnin), ale naprawdę Rosjanie zaczęli u nas panować i mieszkać po wojnach napoleońskich, kiedy Polska stała się częścią imperium rosyjskiego. Z naszą historią nierozerwalnie związani są car Aleksander I Romanow (jednocześnie król Polski od 1815 roku) oraz jego bracia Konstanty i Mikołaj. Aleksander I przyjaźnił się z Adamem Jerzym Czartoryskim (synem Adama Czartoryskiego i Izabeli z Flemingów Czartoryskiej) i miał słabość do Polaków, o co zazdrośni byli Rosjanie. Jego brat Konstanty ożenił się z Polką, Joanną Grudzińską, słynną księżną łowicką. Aleksander i Konstanty są bohaterami pierwszych rozdziałów książki Violetty Wiernickiej. 

Później czytamy o losach dekabrysty Michaiła Łunina, tragicznie zakochanego w córce Anny z Tyszkiewiczów Potockiej-Wąsowiczowej, o Warszawie pod rządami Rosjan w latach 1813-1915 i jednym z najlepszych prezydentów naszej stolicy, Sokratesie Starynkiewiczu. To jego zasługą są m. in. warszawskie filtry, wodociągi i kanalizacja. 

Autorka pisze o wakacyjnych carskich rezydencjach w Polsce (Spała i Białowieża), o cerkwiach prawosławnych powstałych w naszym kraju i rosyjskich garnizonach wojskowych. Opisuje miasta takie jak Łódź i Kalisz, które swój dziewiętnastowieczny rozkwit zawdzięczają Rosjanom. Przedstawia życie prywatne i rodzinne Rosjan w Polsce, przypomina m. in. warszawskie dzieje rodziny Puszkinów oraz pobyt w międzywojennej Polsce rosyjskich artystów i wolnomyślicieli (Zinaida Gippius, Dymitr Mereżkowski). Opisuje też związki z Polską generała Antona Denikina, który urodził się we Włocławku jako syn zubożałej polskiej szlachcianki i emerytowanego carskiego wojskowego. Relacjonuje również pobyt w Polsce Carla Gustafa Mannerheima, który służył w Kaliszu i Warszawie jako carski oficer. 

Książka jest interesująca w lekturze. Przedstawia wiele postaci i wydarzeń, które nie są powszechnie znane w naszym kraju, co wynika z długoletniej polskiej tradycji przedstawiania Rosjan tylko i wyłącznie jako ciemiężycieli narodu polskiego, z którymi nasi przodkowie walczyli w powstaniach listopadowym i styczniowym. Wiernicka uzupełnia ten obraz o Rosjan – administratorów terenów Polskich i Rosjan – żołnierzy, służących w tutejszych garnizonach. 

A teraz minusy… 

„Rosjanie w Polsce” to praca naprawdę atrakcyjna poznawczo i rozległa tematycznie, ale zabrakło mi tu paru nazwisk ważnych dla historii stosunków polsko-rosyjskich. 

Pierwszy z wielkich nieobecnych w tej książce to całkowicie niedostrzeżony przez Violettę Wiernicką słynny senator Nikołaj Nowosilcow, postać wieloznaczna, wspominana z szacunkiem przez Rosjan, a u nas mająca opinię groźnego Polakożercy. Chciałoby się poczytać, co dzisiaj nauka polska sądzi o tym człowieku, bliskim współpracowniku cara Aleksandra I, który rozpoczął proces Filomatów i Filaretów, i skazał na więzienie i wygnanie dużą liczbę młodych Polaków z Wileńszczyzny. 

Chciałoby się poczytać na temat poety romantycznego Gustawa Ehrenberga (naturalny syn cara Aleksandra I i Polki, Heleny Rautenstrauchowej). Jego los zasługuje na przypomnienie głównie z powodu pewnej ironii: oto carski potomek został członkiem Stowrzyszenia Ludu Polskiego, wystąpił przeciwko carskiej władzy i został skazany przez swego stryja Mikołaja I na karę śmierci, zamienioną potem na wieloletnie zesłanie. To właśnie Gustaw Ehrenberg jest autorem znanej rewolucyjnej pieśni „Gdy naród do boju wystąpił z orężem” z pamiętnym refrenem zaczynającym się od słów „O, cześć wam, panowie magnaci!”.

Wiernicka pisze wprawdzie o przyjaźni cara Aleksandra I i polskiego księcia Adama Czartoryskiego, ale pomija całkowicie aspekt romansu księcia z żoną Aleksandra i to, że książę był ojcem jednego z dzieci carycy. Można o tym przeczytać w znanej książce Gabrieli Pauszer-Klonowskiej „Pani na Puławach” (biografia Izabeli Czartoryskiej). 

W książce brakuje małej choćby wzmianki na temat jednej z najsłynniejszych afer kryminalnych XIX wieku. Chodzi o tragicznie zakończony romans pomiędzy warszawską aktorką Marią Wisnowską i rosyjskim oficerem Aleksandrem Barteniewem, o czym traktuje książka „Maria Wisnowska”  Agaty Tuszyńskiej.  Autorka zamknęła również oczy na słynną sprawę carskiego oficera Miasojedowa oskarżonego w czasie I wojny światowej o szpiegostwo na rzecz Niemiec, którego rozprawa odbywała się w Warszawie. Miasojedow został stracony w warszawskiej Cytadeli. Opowiada o tym książka Józefa Mackiewicza „Sprawa Miasojedowa”.

Zaś jeśli chodzi o polskie budowle związane z Rosjanami, to nie znalazłam w pracy Wiernickiej informacji na temat zbudowanego na wzór pałacu dworca kolejowego w Aleksandrowie Kujawskim, gdzie we wrześniu 1879 roku odbyło się spotkanie  cara Aleksandra II i cesarza Wilhelma I. Sama miejscowość Aleksandrów otrzymała nazwę na część cara i nosi ją do tej pory. Wcześniej nazywała się Białe Błota.  

Z ciekawostek pominiętych przez Wiernicką: warto pamiętać, że białą Rosjanką była m. in. księżna Lidia Lwow-Eberle, członkini AK, sanitariuszka w oddziale Łupaszki (Zygmunt Szyndzielarz) i jego kochanka. 

Związki polsko-rosyjskie zawsze bardzo mnie interesowały. Śledziłam je od dawna. W mojej rodzinie zachowała się pamięć o tym, że kiedyś, dawno temu, byliśmy poddanymi rosyjskiego cara. Mam pisany przedrewolucyjną cyrylicą, pochodzący z końca XIX wieku, odpis metryki  mojej babci urodzonej w okolicy Lipna. Jeden z moich stryjecznych pradziadków walczył jako carski żołnierz w Mandżurii w wojnie rosyjsko-japońskiej w 1905 roku. Kiedy wrócił z tej wojny opowiadał o krwawych potyczkach z Japończykami, którzy znienacka wyskakiwali zza sopek „z taaaaakimi nożami”. W rodzinie przekazywana jest informacja o tym, że niedaleko domu moich dziadków pod Toruniem był zachodni koniec imperium rosyjskiego. W okresie międzywojennym stał tam jeszcze stary słup graniczny oddzielający terytorium Rosji i Prus.  

W moim rodzinnym mieście Bydgoszczy w okresie międzywojennym była liczna kolonia emigrantów z carskiej Rosji (mieszkał tam przez jakiś czas baron kurlandzki, a jednocześnie polski pisarz Józef Weysenhoff). Na studiach przyjaźniłam się z wnuczką jednej z mieszkających w moim mieście białych Rosjanek i ta przyjaźń właśnie wpłynęła znacząco na moje zainteresowanie Rosją i rosyjską kulturą. Do dzisiaj pamiętam półki w salonie mojej koleżanki wypełnione od podłogi do sufitu książkami z rosyjską klasyką. 

Zdarzało się mi podróżować w poszukiwaniu śladów Rosjan w Polsce. Zwiedziłam zapuszczony, ale wciąż piękny dworzec w Aleksandrowie Kujawskim,  gdzie oglądałam ślady dawnej świetności. Dzisiaj powiatowe miasteczko Aleksandrów pamięta tamto zdarzenie i buduje wokół niego swój „produkt turystyczny”. Na pamiątkę dziewiętnastowiecznego spotkania władców Rosji i Prus odbywają się tam od niedawna imprezy kulturalne. Władze miasta starają się też, by ten, jeden z najpiękniejszych w Europie dworców kolejowych, choć trochę odzyskał dawną świetność. 

Byłam również w Białowieży, o której pisze Violetta Wiernicka. Niestety, tam ślady po carach Rosji zostały świadomie zatarte przez komunistów. Piękny pałac, w którym rodzina carska po raz ostatni odpoczywała w 1912 r. został zburzony na początku lat 1950. Postawiono na jego miejscu modernistyczny koszmarek, w którym mieści się dyrekcja parku narodowego, muzeum przyrodnicze oraz restauracja. Prócz tego, Białowieży pozostało jeszcze kilka starych domów pamiętających Mikołaja II. 

 Generalnie jednak, kupić tę książkę warto, bo to pierwsza praca naukowa na temat Rosjan w Polsce. Najtaniej jest w Arosie, bo tylko 23 złote.

Wiernicka Violetta, „Rosjanie w Polsce. Czas zaborów 1795 - 1915”, wyd. Bellona, Warszawa 2015